Lady Blanche czyli ALE piwo ! 27 czerwca 2012

Tak jak wczoraj obiecywałem, udało mi się zasiąść z piwem i klawiaturą i zadumać się chwilę nad belgijską damą. Pierwszy egzemplarz wypiłem szybko i bez zastanowienia, żeby uchronić się przed oczywistym zafałszowaniem związanym z pierwszym łykiem, oczekiwaniem, pragnieniem itd. Do drugiej butelki zasiadłem już w pewnym stopniu zaspokojony. Pierwsze sygnały, których nie sposób ominąć były jednak dobre, nawet bardzo ale diabeł tkwi w szczegółach toteż dopiero drugą próbę traktuję jako tę właściwą, poddaną porządnej ocenie. Do rzeczy zatem… wizualna strona piwa mówi, że to witbier i tego oczekiwałem, mętność jest porządna, prawdziwa a konsystencja piwa jak na wita przystało pozwala to piwo pogryźć i przeżuć co jest jedną z większych zalet piw tego typu. Piana zacna, trwała, porządnie trzymająca się szklanki. Piękne ringi z piany pozwalają policzyć ilość łyków ( notabene na pierwszej szklance był tylko jeden:). Zapach doskonale ziołowo – cytrusowy. Kolendra jest zdecydowana lecz nienachalna. Co ważne i nie zdarza się często – posmak (wtórny zapach) kolendry wychodzi pięknie po przełknięciu piwa, co daje doskonałą motywację do kolejnych łyków. Z zapachem kolendry świetnie współgra chmiel, który jak baśniowy dżin wylatuje z butelki tuż po jej odpezpieczeniu. Tuż obok ziołowych nut, mamy trzeszczący w zębach, surowy i rześki zapach ziarna. W polskim języku trochę brakuje opisu. Anglicy ładnie mówią o tym „crispy”. Etykieta podaje niesłodowane owies i pszenicę i mieszanka ta naprawdę daje radę. Smak – witbirowy czyli cierpkość, kwasowość, nuta goryczki (także tej cytrusowej ze skórki). Chiałem się troszkę do czegoś przyczepić ale tak naprawdę nie ma do czego. Nie jest to może klasyczny witbier (czyli lekki i troszkę wodnisty) ale nikt nie komunikuje że ma taki być. Mocne ziołowe cechy, akordy goryczki i surowa ziarnistość sprawiają, że piwo to chociaż jest doskonałym orzeźwiaczem ma także spory potencjał degustacyjny. Naprawdę można się nim bawić, mieszać, wąchać etc. Widać po prostu wprawną rękę piwowara, który dał się ponieść na tyle na ile pozwala styl i zaprojektował oraz uwarzył naprawdę dobre piwo. Przyczepię się jednak trochę na koniec. Etykieta z pomysłem i polotem, tylko wykonanie trochę jak wycinanka z kartek od drukarki – zdaję sobie jednak sprawę, że to co ważne jest w butelce a nie na niej – więc moje czepianie się takie ot – dla zasady. Żeby nie było za dobrze:) Z niecierpliwością czekam na jutrzejszą degustację kolejnych piw ALE Browaru. Jeżeli będzie podobnie to będzie o czym pisać. Zresztą jeżeli będzie kiepsko to też chętnie coś napiszę :) To jest najlepsze w piwnych recenzjach…

Skomentuj

Musisz być zalogowany, aby skomentować.